Chinka w Polsce


Kiedyś jeden z moich znajomych, którego chińska żona także mieszka w Polsce, powiedział mi, że jeśli zdecyduję się zaprosić moją Lily tutaj na stałe, to od samego początku będę musiał pogodzić się z funkcją "męża na podwójnym etacie". Dobrze wiedziałem, co ma na myśli, zaś obecnie mogę tą tezę potwierdzić już z własnej autopsji.
Jeżeli nasza wybranka pochodzi z tak egzotycznego i odmiennego dla nas świata jakim jest Azja, musimy mieć zawczasu świadomość, że będzie na nas spoczywać naprawdę duża odpowiedzialność, szczególnie na początku jej pobytu tutaj. Znaczna część kwestii dla nas oczywistych i elementarnych (jak np. wypełnienie formularza w urzędzie, wybór kosmetyku, margaryny w sklepie) będzie dla niej początkowo pewną trudnością, czymś nowym, nieznanym. I trudno mieć o to jakiekolwiek pretensje, bo przecież nasza wybranka nie będzie początkowo znała polskich marek, towarów, nie będzie umiała przeczytać po polsku opisów niektórych polskich produktów, czy warunków promocji. Nie zawsze będzie w stanie skutecznie dogadać się z obsługą w sklepie, na ulicy. Należy pogodzić się z faktem, że wiele spraw życia codziennego będziemy zmuszeni załatwiać za nią, lub załatwiać w jej imieniu - najczęściej w urzędach i różnych innych instytucjach. Będziemy musieli – szczególnie na początku jej pobytu w Polsce – pokazywać jej wiele rzeczy, uczyć i wyjaśniać. Niestety wciąż nikła znajomość języka angielskiego (a tym bardziej chińskiego) przez naszych rodaków będzie stanowiła podstawową dla niej trudność w usamodzielnieniu się. Będzie to dla niej frustrujące przez wiele miesięcy lub nawet lat, a w szczególności do momentu, kiedy nie nauczy się posługiwać przynajmniej w podstawowym zakresie językiem polskim.

Jaki płynie z tego wszystkiego wniosek? Generalnie nie ma powodów do szczególnych obaw, jeżeli to wszystko przemyślałeś. Jednak na pewno zaproszenie żony-cudzoziemki do Polski musi być decyzją podjętą w sposób dojrzały. Z pewnością nie jest też rozwiązaniem właściwym dla osób niezdolnych do poświęcania partnerce znacznie większej ilości czasu, niż w przypadku polskiej dziewczyny.

Na szczęście, pewną część utrudnień można neutralizować, w szczególności te dotyczące zakupów – np. zamiast do małych prywatnych sklepików, nasza wybranka może chodzić sobie sama do dużych marketów spożywczych i drogeryjnych, gdzie samemu można wybrać towar z półki i nikt cię nie pospiesza w kolejce. Można tam znaleźć towary opisane po angielsku i nie ma potrzeby bezpośredniej „konfrontacji” ze sprzedawcą.
W miesiąc czasu możecie także nauczyć żonę podstawowych słów i zwrotów, liczebników i nazw podstawowych produktów, a wtedy sprawdzi się również i w małym prywatnym sklepiku z niemiłą panią z PRL-u za ladą. Możecie też napisać jej na kartce papieru (a nawet w smsie – jeśli jesteście akurat w pracy, a żona grasuje po mieście) po polsku listę rzeczy do kupienia, wystarczy, że pokaże tekst sprzedawcy.
A jak zapytać np. o drogę na ulicy? Zazwyczaj wystarczy, jeśli na rozmówcę wybierze sobie kogoś z młodszego pokolenia – oni w większości będą potrafili odpowiedzieć. Zatem nie jest tak źle.


A jak już podejmiemy decyzję o małżeństwie…

 ... czeka nas inwazja "pytań nieuniknionych" ze strony rodziny i znajomych:

 - Jak ty sobie to wszystko wyobrażasz? Przecież to są dwie skrajnie odmienne kultury! 
- Za miesiąc będziecie się kłócić o rzeczy najbardziej podstawowe!
- A co z religią? Przecież ona nie jest katoliczką! Czy ona przejdzie na chrześcijaństwo?
- A jak ona wytrzyma polską zimę? Przecież tutaj zamarznie!
- A jak się porozumie w obcym kraju bez znajomości języka polskiego?
- A w jakim języku będą mówić wasze dzieci? Kto się z nimi tutaj dogada?
- A jak zatęskni za swoją rodziną i od razu wyjedzie - co wtedy zrobisz?
- A może zależy jej tylko na paszporcie do UE?

- Pod ofensywą takich właśnie zaczepno-rozpoznawczych pytań ze strony znajomych znalazłem się od momentu zdradzenia im planów o naszym małżeństwie. Cóż, każdy ma prawo wyrazić swoje zaniepokojenie w trosce o ludzi im bliskich, zatem wszystkie te pytania przyjmowałem dzielnie na klatę i odpowiadałem, iż mamy świadomość tego, że oboje decydujemy się podjąć pewne ryzyko, ale jednocześnie jesteśmy ludźmi odpowiedzialnymi, otwartymi na świat i wierzącymi w naszą wspólną przyszłość, nawet pomimo możliwych trudności.

Zawsze też podkreślam, że Lily ofiarowała mi swoje całkowite zaufanie przyjeżdżając do obcego dla niej kraju jakim jest Polska, tym bardziej, że zostawiła w Chinach pracę, rodzinę, znajomych oraz swoją kulturę i ojczysty język. Ja jednak doceniam to w 110% i robię wszystko co w mojej mocy, żeby sprawić, aby czuła się w moim kraju dobrze i stabilnie. Duże wsparcie ma także w mojej rodzinie oraz wśród najbliższych znajomych, którzy bardzo serdecznie ją tu przywitali i się z nią zaprzyjaźnili. Poza tym mamy szczęście, że oboje jesteśmy ludźmi o bardzo podobnej osobowości, niemal identycznych aspiracjach, marzeniach i światopoglądzie. Ale to wszystko wiedzieliśmy już dużo wcześniej, przed naszą decyzją o małżeństwie. 
Podobieństwo charakterów z pewnością ma w naszym związku niebagatelne znaczenie i powoduje, że niemal w ogóle nie odczuwamy jakichkolwiek różnic kulturowo-obyczajowych. A jeśli są, to całkowicie akceptowalne, nie powodujące zadrażnień. Powiem więcej – są one nawet dodatkową jakością w związku, czymś ciekawym, o czym z chęcią opowiadamy rodzinie i znajomym.

A moje odpowiedzi na w/w pytania? A proszę bardzo:

- Jak ty sobie to wszystko wyobrażasz? Przecież to są dwie skrajnie odmienne kultury! - Odp.: Dziś nie wyobrażam sobie… lepszej żony na świecie niż Lily. Kiedy się żeniłem, wiedziałem też przecież, że pochodzi z Chińskiej Republiki Ludowej.

- Za miesiąc będziecie się kłócić o rzeczy najbardziej podstawowe!  - Odp.: W ciągu pierwszego roku mieszkania pod jednym dachem (a jest to przecież newralgiczny okres „docierania się”), pokłóciliśmy się w sumie o rzeczy infantylne może ze… 3 razy i jeszcze tego samego dnia pogodziliśmy się. I przyznam, że to głównie ja byłem winien owym zadrażnieniom poprzez swoje niepotrzebne i nadpobudliwe reakcje.
Oboje też nie akceptujemy wytworu europejskiej kultury, jakim jest pojęcie „cichych dni”. Jeszcze długo przed naszym ślubem, Lily powiedziała mi, że jeśli zdarzą nam się w przyszłości kłótnie, to będzie wymagała ode mnie respektowania jej zasady „24 godzin”, mając tu na myśli, że maksymalnie do 24h od zaistnienia kłótni zażegnamy spór, rozwiążemy problem i się całkowicie pogodzimy. Bardzo mi się ta jej zasada spodobała i jest mądra (może konfucjańska?) – przyjąłem ją jak własną :)
Pozwolę sobie tutaj także na dygresję: zastawiające jest, że pomimo wychowania w tym samym kręgu kulturowym, większość małżeństw z mojego otoczenia przyznaje się do znacznie częstych potyczek…

- A co z religią? Przecież ona nie jest katoliczką! Czy ona przejdzie na chrześcijaństwo?  – Odp.: Lily jest bezwyznaniowa, ja jestem chrześcijaninem. Da się spokojnie żyć w takim układzie, ponieważ każdy z nas respektuje duchową przestrzeń partnera, żona szanuje moją wiarę w 100% i nie stara się jej w żaden sposób ze mnie wykorzenić, ja natomiast nie forsuję jej do przechodzenia na religię mało jej znaną, jaką jest dla niej chrześcijaństwo, skoro żyje w zgodzie ducha z filozofią konfucjanizmu. Warto też zauważyć, że chiński konfucjanizm jest nie tyle religią w europejskim znaczeniu, co po prostu filozofią zasad moralnych, którymi większość chińczyków się w życiu kieruje, zaś jego podstawy bardzo podobne są do podwalin pierwotnego chrześcijaństwa! Kto ma wątpliwości co do prawdziwości tej tezy, niech sprawdzi sobie w wikipedii, polecam :) Ja i żona zatem, pomimo różnic religijnych, mamy dość jednolity „kręgosłup” zasad moralnych, które jakby nie było, są podstawą w życiu człowieka, a także w związku. To bardzo ważne.

- A jak ona wytrzyma polską zimę? Przecież tutaj zamarznie! - Odp.: Wytrzymała już swoją pierwszą zimę w PL i miała w domu w dzień i w nocy 18-20 st., niezależnie od mrozów panujących na zewnątrz. Natomiast w Szanghaju oraz rodzinnej miejscowości Lily, w zimie temperatura w mieszkaniach zazwyczaj nie przekracza 15 st. Zatem spotkała ją w Polsce rzeczywiście „straszna zima”… :P Obawy o to były zatem zupełnie niepotrzebne, ani razu też nie złapała ją podczas swojej pierwszej zimy w Polsce żadna choroba.
Natomiast faktem jest, że ogólnie okres zimy ze względu na szybko zapadający zmrok i temperatury nie umożliwiające typowo letniej rekreacji, jest dołujący. Działa to na nas chyba jednakowo. Zima jest tutaj za długa. Dla odmiany w południowych Chinach w styczniu – lutym spokojnie można pospacerować na zewnątrz w lekkim swetrze. Aż chce się jechać…

- A w jakim języku będą mówić wasze dzieci? Kto się z nimi tutaj dogada? – Odp.: A kto powiedział, że dzieci nie będą od samego początku lat uczone języka polskiego i równorzędnie chińskiego lub angielskiego? Oczywiście, że będą. Mało tego – dzięki temu, że będą miały „różnojęzycznych” rodziców, mają naprawdę szczególną szansę na posiadanie w przyszłości rzadko spotykanego potencjału, jakim jest biegła znajomość już w młodości nawet trzech języków jednocześnie. Na rynku pracy w PL i tak samo w CN będzie to jakość nie do przecenienia. A z tego co wiem, to właśnie małe dzieci mają szczególnie duży potencjał do nauki dwóch, a nawet trzech języków równocześnie. Potrafią je także intuicyjnie rozpoznawać ze słuchu. Sam znam przykład 5 latka, który mówi zadziwiająco dobrze jak na swój wiek po polsku i włosku, będąc wychowywany przez polskie małżeństwo w Italii. Ojcu odpowiada po włosku, zaś mamie po polsku. Również w mojej rodzinie jest podobny przykład (ojciec Włoch, mama Polka, dzieci uczone są od początku obu języków). Nie ma zatem powodów do obaw.

- A jak zatęskni za swoją rodziną i od razu wyjedzie - co wtedy zrobisz? – Odp.: Tęsknota rzeczywiście jest, nie ukrywajmy rzeczy oczywistych. Ale jest także darmowy Skype, są tanie rozmowy telefoniczne, są emaile, zatem jest nieograniczony kontakt za pośrednictwem w/w mediów. To już jest dużo. Lily nie narzeka, zaś rodzicom wystarcza taka forma kontaktu z córką, pod warunkiem, że nie będzie on ograniczany. I oczywiście nie jest :) Natomiast do Chin żona chce latać celem odwiedzin najbliższych raz na 2 lata, co jest również jak najbardziej wykonalne. Teściowie nie wnoszą co do tego planu zastrzeżeń, a nawet są zdania, że lepiej będzie dla nas odkładać gotówkę na wspólną przyszłość, niż tracić ją na zbyt częste wizyty w Chinach.

- A może zależy jej tylko na paszporcie do UE? – Odp.: Może zostawmy to pytanie bez komentarza...


A jak w oczach żony i jej chińskich koleżanek wygląda Polska?

Poprosiłem Lily o wytypowanie wspólnie z jej dwiema chińskimi koleżankami mieszkającymi w dwóch różnych polskich miastach, 10 pozytywnych i 10 negatywnych, ich zdaniem, aspektów życia w Polsce. Po opracowaniu wypadkowej z podanych odpowiedzi, pojawił się taki oto rezultat:

Pozytywy:

  1. Lepszy stan środowiska naturalnego (czystsze powietrze i rzeki, dużo zieleni);
  2. Lepsze warunki do zdrowszego i spokojniejszego życia, w tym więcej wolnego czasu dla rodziny i na życie prywatne;
  3. Mniejsza odczuwalna presja społeczna;
  4. Mniejszy stres związany z życiem zawodowym;
  5. Niemal darmowa i lepsza jakościowo państwowa edukacja społeczna;
  6. Darmowa podstawowa opieka zdrowotna;
  7. Nielimitowana i niecenzurowana dostępność do informacji medialnych i portali społecznościowych;
  8. Mniejsze zagęszczenie ludności w miastach;
  9. Demokracja, większe swobody obywatelskie, poszanowanie praw człowieka;
  10. Mili i przyjaźnie nastawieni do obcokrajowców ludzie.
Negatywy:

  1. Stosunkowo niewielka liczba osób znających język angielski (odczuwalne głównie w sklepach, urzędach, na ulicy);
  2. Brak dostępności ekspresowych, tanich i całodobowych w Chinach usług takich jak pranie, prasowanie, naprawa przyrządów codziennego użytku;
  3. Brak możliwości robienia zakupów w większości sklepów po godz 18 oraz na weekendy;
  4. Niezmodernizowany system transportu miejskiego (w Chinach metro jest w każdym większym mieście, nie do pomyślenia także jest, aby kierowca autobusu miejskiego sprzedawał co chwilę na przystankach bilety pasażerom, taksówki są bardzo tanie);
  5. Dużo gorsza infrastruktura drogowa i kolejowa;
  6. Znacznie droższe: koszty rozmów komórkowych, część artykułów spożywczych, restauracje, paliwo;
  7. Ogólnie mniejszy wybór towarów w sklepach (głównie z zakresu odzieży o rozmiarze XS);
  8. Wyższe koszty utrzymania w stosunku do średniej pensji krajowej;
  9. Stosunkowo mało zróżnicowana polska kuchnia;
  10. Melancholijny (bo za długi!) sezon jesienno- zimowy. 
 
Jak przybliżyć Chiny do Polski?

Trochę się obawiałem, że przybywając do Polski, Lily zostanie niejako „odcięta” od języka chińskiego, chińskich wiadomości, chińskiej kultury i rozrywki, co negatywnie na nią wpłynie. Jednak okazuje się, że obawy były bezpodstawne. 
Zobaczcie, z ilu rozwiązań można na bieżąco korzystać, aby Chińczyk poczuł się u nas prawie jak u siebie:
 
  1. Usługi Skype umożliwiające nieograniczony kontakt audio i wideo z chińskimi znajomymi i rodziną,
  2. Emaile oraz komunikator QQ (chiński odpowiednik naszego gadu-gadu),
  3. Znajomi Chińczycy mieszkający w Polsce, do których zawsze można zadzwonić i wspólnie ponarzekać na Polskę i polską rzeczywistość, :-P
  4. Chińsko- i anglojęzyczne telewizyjne programy informacyjne powszechnie dostępne w polskich kablówkach i platformach cyfrowych (np. BBC, CCTV),
  5. Wszelkie chińskie witryny internetowe,
  6. Microblog – bardzo popularny w Chinach, gdzie można organizować się w grupy tematyczne i komentować różne rzeczy,
  7. I podstawa – przeglądarka PPS (nie mylić z Power Point'em) udostępniająca zasoby chińskiego serwera zawierającego tysiące seriali, filmów, telewizyjnych programów informacyjnych oraz rozrywkowych (kabaretowe, kulinarne, randkowe) – wszystkie w języku chińskim lub z „chinese subtitles”. Jest to ogromna baza rozrywki i informacji z Państwa Środka, aktualizowana codziennie.
  8. A jeśli chodzi o chińskie kulinaria – wystarczy zamówić raz na jakiś czas w wybranym sklepie internetowym zapas oryginalnych chińskich produktów (przyprawy, sosy, makarony i inne) i włączyć je do codziennego menu.


Co zaskoczyło żonę w Polsce?

Po przyjeździe z Chin do Polski, żona zwróciła przede wszystkim uwagę na dużo czystsze powietrze i dobry stan środowiska naturalnego, znacznie mniejszą gęstość zaludnienia, lecz jednocześnie zaskakująco duży ruch pieszych na ulicach w godzinach pracy (ujawnia się tutaj zatem typowe polskie kombinowanie w pracy), dużo wolniejszy bieg spraw codziennych w Polsce (np. czasu załatwiania spraw urzędowych, wizyt lekarskich, a także budów, remontów i modernizacji), wyraźnie droższe usługi telefonii komórkowej.
Zaskoczył ją ponadto obyczaj potrójnego pocałunku podczas powitania z rodziną, tradycja obchodzenia imienin, zwyczaj czytania przez polskiego lektora dialogów w anglojęzycznych filmach telewizyjnych (w Chinach są po prostu emitowane chińskie napisy u dołu ekranu), krzyczące na ulicach w godzinach nocnych pijane nastolatki, ekstremalna długość trwania polskiego wesela, niemal codzienne serwowanie ziemniaków do obiadu, niskie (w porównaniu z chińskimi) ceny mleka, sera, czekolady, pieczywa, niektórych markowych kosmetyków.

24 komentarze:

  1. Żona Azjatka... spoko. Chinki są najlepsze z Azjatek na żonę. Najgorsze są bezapelacyjnie japonki niech Pan się spyta swojej żony o jap. (zwłaszcza kobiety) jakby co mogę kilka materiałów podesłać!!! Gratuluję żony!!!! Azjatki są super (oprócz japonek), żona Panu opowie co to za...."kobiety", mocno się Pan zdziwi zwłaszcza jeśli zna się tylko stereotypy o japończykach!!! Tez chcę żonę Azjatkę Pan to jest kurde szczęściarz!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za wpis. Szczerze powiem, że czytałem w różnych postach, iż faktycznie są spore różnice w mentalności Chinek i Japonek. Czytałem także kilka historii dotyczących związków europejsko-japońskich, niestety z przykrym zakończeniem. Ale zdarzają się także szczęśliwe związki pol-jap. Z drugiej strony, wśród samych Chinek można tak samo spotkać absolutnie przeciwstawne typy osobowości - są wśród nich zarówno dobre, opiekuńcze i oszczędne żony, jakich szukamy jak również egocentryczne materialistki, szukające jedynie kasy. I jest ich chyba coraz więcej... Taki jest po prostu świat... Czy to Polska, czy Azja, zawsze trzeba mieć trochę szczęścia, aby trafić na dobrą partnerkę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Fakt! Aha i jeszcze jedno jedno pytanie (jeśli można), jak to jest z tymi Azjatkami? Tzn. ponoć "lecą na białych" inni zaś twierdzą, że "nic podobnego" etc. to jak to jest w końcu bo już się gubię w tym wszystkim?! Ja nie wierzę w to by Azjatki uwielbiały białych facetów przecież jest bardzo mało małżeństw mieszanych!!! Wiem na pewno że Japonki nie lubią białych, ale jak to jest np. z Chinkami, lub Koreankami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj. Odpowiedź na Twoje pytanie zdecydowałem się umieścić na stronie głównej w formie posta pt. „Czy Azjatki lecą na białych?”, ze względu na dość obszerny tekst… Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak to jest z małżeństwami polsko-japonskimi albo europejsko-japońskimi? Pytam, bo z moją dziewczyną Japonką myślimy o przeprowadzeniu się razem do Polski po zakonczeniu studiow. Jak Pana żonie idzie nauka języka polskiego? Widziałem w necie blog japonki, która po 10 latach fatalnie wysławiała się po polsku. Popełnia wiele błędów i pisała drętwo, jakby z dużym wysilkiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć. Mój komentarz znajdziesz w poście pt: "Czy j. polski jest trudny dla Azjaty?"

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo interesujący blog. Ciekawie Pan pisze i dobrze się czyta.
    Kilka miesięcy temu poznałem Chinkę i od tamtego czasu przeglądam strony związane tematycznie z Chinami i zastanawiam się, dlaczego dopiero dzisiaj znalazłem Pana blog. Z pewnością od teraz będę regularnym czytelnikiem.
    Ciekaw jestem, jak długo znał Pan swoją przyszłą żonę, zanim postanowili Państwo wziąć ślub i w jaki sposób poznał Pan żonę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję za miłe słowa i cieszę się, że treść niniejszego bloga może być dla kogoś pomocna. W sumie powstał on w dużej mierze właśnie w tym celu... Od poznania się do naszego ślubu minęło 13 miesięcy. Nie był to więc długi okres czasu. Dodatkowo "ubogacony" był on niestety licznymi ograniczeniami ze względu na olbrzymią odległość. Poznaliśmy się poprzez inicjatywę wspólnej znajomej Chinki, z którą od czasu do czasu korespondowałem poprzez neta.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fakt, nie jest to długi okres, a co do ograniczeń to doskonale Pana rozumiem. Myślę jednak, że takie rozłąki mogą mieć także pozytywne aspekty. Wydaje mi się, że po takich długich oczekiwaniach ludzie bardziej doceniają to, że mogą być z drugą osobą.
    Czy Pana wybranka przed ślubem i przeprowadzką odwiedziła Polskę?

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ciekawe zagadnienie :) Ja także się zgadzam, że taka długa rozłąka może mieć rzeczywiście swoje pozytywne aspekty, szczególnie na początku znajomości. Moim zdaniem, pozwala ona niejako wstępnie zweryfikować prawdziwość i stałość uczuć po obu stronach, zobaczyć, czy pomimo długiego czasu niewidzenia się, nadal chcemy, wierzymy i potrafimy wytrwać (pomimo obiektywnych trudności) w dążeniu do wspólnego celu, jakim jest w tym przypadku transgraniczne małżeństwo. Przynajmniej u nas tak to wyglądało. Każdy dzień rozłąki kształtował w nas dodatkowo świadomość tego, że wspólnie oczekiwany cel jest coraz bliżej. Poza tym rzeczywiście, jeśli sięgniemy pamięcią do wszystkich tych chwil wielomiesięcznej tęsknoty pomimo, że wtedy nie mieliśmy żadnej gwarancji (oprócz wiary), że wszystko rozwiąże się pozytywnie, a następnie, jeśli wspomnimy poświęconą energię, czas i koszty na przejście wielomiesięcznej administracyjnej gehenny, aby móc sformalizować związek w Chinach i zalegalizować pobyt żony w PL, to faktycznie, w świadomości pojawia się myśl, że dokonaliśmy czegoś szczególnego, czego nie sposób nie docenić.
    A dla tych, którzy gdzieś w duchu nie są jeszcze pewni swej decyzji, jest to naprawdę odpowiedni czas na głębsze przemyślenia i podjęcie finalnych decyzji.

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam:-) Chciałem się pochwalić, że ja również mam Chinkę z żonę i również ślub brałem w urzędzie w Nanjing, a moja żona pracowała wcześniej w Szanghaju 7 lat ;-) Obecnie jesteśmy w trakcie załatwiania dla niej wizy i podczas jej pobytu w Polsce zaczniemy formalizować jej pobyt ;-) Pozdrawiam serdecznie !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę - niezły zbieg okoliczności :) Miło słyszeć, że ktoś ma podobne doświadczenie. Przy okazji zastanawiam się, czy w urzędzie w Nanjing także zrobiliście sobie okolicznościowe zdjęcie z flagą ChRL w tle? Jak już Twoja żona przybędzie do PL, napisz mi emaila (nihonjinn@interia.pl), gdybyś potrzebował jakiejś porady w związku z załatwianiem formalności. W jakim mieście planujecie zamieszkać? Pozdrawiam i oczywiście życzę Wam wszystkiego dobrego :)

      Usuń
  12. witam jestem marcin szukam chinki za zone czy pana zona mogla by mi pomoc ?> moj kontakt qq1444107879 marcin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, żona nie zna przebywających w Polsce żadnych chińskich singielek - ma tutaj jedynie koleżanki - mężatki. A może post pt. "Jak poznać Azjatkę przez internet" okaże się dla Ciebie pomocny?

      Usuń
  13. Bardzo się ciesze, że odkryłem Pana bloga,jest tutaj masa ciekawych artykułów :) Jak to się stało, że ożenił się Pan z azjatką? Gdzie się poznaliście? Czekam z niecierpliwością na odpowiedz /K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, ...od wielu lat po prostu interesowałem się Wschodem (podobała mi się odmienność kulturowa Azji oraz typ urody Azjatek). Dodatkowo poznałem kilka osób z Japonii w Polsce, były one bardzo miłe, więc to moje zainteresowanie się nasiliło. A potem - już przez internet - poznałem kilka osób z Chin, Japonii, Wietnamu, Indonezji, kontaktowaliśmy się przez dość długi czas, co utwierdziło mnie ostatecznie w przekonaniu, że pomimo odległości geograficznych i obyczajowych, można się całkiem fajnie dogadywać. Żonę poznałem także przez skype'a, za pośrednictwem naszej wspólnej koleżanki :)

      Usuń
  14. No i trafiłem. Dobry blog Piter, rzeczowy. Dla osób z zewnatrz, jestem kolega autora od kilku lat. Miałem okazję poznać Lili. Naprawdę dobrana para. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Dzień dobry, ma Pan QQ? Szukam i szukam i znaleźć nie mogę, skąd Pan ma?
    Ja z kolei mam taką ,,nieoficjalną'' żonę w Chinach, jeszcze nie jesteśmy pełnoletni ale już planujemy przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, QQ posiada żona, nie ja, ale bez problemu mogę pomóc. Instalkę można ściągnąć z chińskiej witryny: www.im.qq.com
      Strona jest co prawda w j. chińskim, ale po prawej stronie witryny doczytasz się "qq 2013" - kliknij i potem znajdziesz zielony przycisk downloadu.

      Usuń
  16. Dzięki serdeczne za Waszą stronkę. Świetny blog pełen informacji nt Chin i innych azjatyckich ciekawostek. Zakupiłem już podręcznik do chińskiego ... Boże zmiłuj się ...to nie angielski, czy niemiecki ;) Jak można znaleźć w Polsce partnerkę Chinkę ? Czy ktoś może wie? Prosiłbym o kontakt. Chciałbym mieć żonkę Chinkę ;) Podaję mój e miał. Będę wdzięczny za każdą informację
    orkan2004@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  17. Serdecznie gratuluję. Również myśle o ślubie z Chinką. Czemu nie wzięliście ślubu w Polsce?

    OdpowiedzUsuń
  18. chętnie bym poznał Chinkę tak.... na stałe ... lecz jakoś chyba moje umiejętności negocjacyjne są nikłe ,gdyż żadna nie zgodziła się tu przyjechać:( jak co to szczere podziękowania za pomoc w uzyskaniu bliższego kontaktu z taką osobą;) 6516927 to moje gg

    OdpowiedzUsuń
  19. Witam prowadzącego tego bloga i czytelników :)
    Mam nadzieję, że ten blog jeszcze nie umarł śmiercią naturalną, tym niemniej jednak zaintrygował mnie już kilka miesięcy temu. :) Przyznam że zawsze podobały mi się Azjatki (zwłaszcza Chinki), bo wydawało mi się, że to w Azji wschodniej najbardziej zachowała się idea wierności przy zachowaniu bardzo ciekawego, jednakowoż słabo dla mnie znanego folkloru. To jeszcze bardziej wydało mi się zaletą po przykrych dla mnie doświadczeniach z rodaczkami- młodymi, bo młodymi, ale jednak. Cóż by tu dużo mówić... w moim przypadku poznanie odpowiedniej damy to raczej kwestia przyszłości, tak samo zresztą jak osiągnięcie samodzielności w Polsce. Tym niemniej chciałbym teraz się dowiedzieć jak uniknąć ewentualnych złych doświadczeń z racji bycia "Europejczykiem złej narodowości"? Chodzi mi o pewną sytuację, opisywaną chyba nawet na pańskim blogu, przez innego odwiedzającego, kiedy głowa chińskiej części rodziny mówiła, że dany człowiek nie jest "odpowiedni", gdyż jest Polakiem, a nie np. Niemcem. Wiadomo, ponoć jestem jeszcze młody, ale między innymi Pański blog bardzo zachęcił mnie do idei potencjalnego poszukiwania partnerki w Azji, ale ja wolałbym też uniknąć w przyszłości rozczarowań. Ma Pan jakieś remedium na to? Mam nadzieję, że Pan odpowie, bo mam wrażenie, że ten blog usnął długotrwałym, jeśli nie wiecznym snem...

    OdpowiedzUsuń